czwartek, 30 października 2014

Rozdział 9: " Sully ma 15 lat a Idris 12. Oboje pracują w tak strasznych warunkach, że to jest aż przerażające. "

Szczerze? Kompletnie nie wiedziałam co robić. Czułam się taka zagubiona, taka bezradna na to co dzieje się z tym dziećmi. Nie mogą im pomóc, nie mogłam nic zrobić, nic. Wtedy odezwał się menager.
- Chłopcy i Roxy musimy już iść. - Chłopcy pożegnali sie dziećmi i rodzicami i wyszliśmy. Podążaliśmy w stronę o afrykańskich slumsów, widok ten był równie przerażający widok szpitala. Małe chaty, budowane z drewna,nierówno Zbite gwoździami. Wszystkie były umieszczone śmieciach. Stare szmaty odgrywały rolę drzwi.  Wszyscy znowu się rozeszliśmy. Ja poszłam z Niallem i Louisem. Napotkaliśmy 2 chłopców, którzy grzebali w śmieciach. Było to wielkie wysypisko śmieci, jeszcze chyba  nigdy takiego nie widziałam. Dzieci chodziły tutaj bez butów szukając jedzenia. 





- Cześć, jak masz na imię? — Odezwał się Niall.
- Sullly.  - Podał Louis'owi rękę. 
- A ty? - Uśmiechnął się do drugiego Horan. 
- Idris. - Podał Niallowi rękę. 2 chłopców powróciła do wcześniejszej pracy.




— Sully ma 15 lat a Idris 12. Oboje pracują w tak strasznych warunkach, że to jest aż przerażające. — Stwierdził Louis. Razem z chłopakami podeszliśmy do dwójki chłopców. 


- Jak jest wasze marzenie? - Zapytał Louis. 
- Chciałbym móc się uczyć. — Odpowiedział Sully. Niall pokręcił głową z niedowierzaniem. 
- A ty? - Louis zapytał drugiego chłopca. Ja Stałam obok nich kompletnie się nie odzywając. 
- Ja też chciałbym się uczyć. - Odpowiedział Idris. 
- Kim chcielibyście być w przyszłości? — Zapytał Niall.
- Ja chciałbym być lekarzem. — Odpowiedział Sully. 
- A ja chciałbym być nauczycielem. — Dopowiedział Idris. 
- Nauczycielem. — Powtórzył Niall. 


Spotkaliśmy resztę chłopców. Sully i Idris zaprowadzi nas do pobliskiej szkoły abyśmy zobaczyli jak uczą się tutejsze dzieci. Dzieciaki były zdziwione naszym widokiem, zapewne nigdy wcześniej nie widział białego człowieka.
- Żal mi tych dzieci. — Szeptał mi na ucho Niall.
— Mi też, strasznie mi ich żal. — Odpowiedziałam chłopakowi.  Przyglądaliśmy się dzieciom, który siedziały w ławkach. Były takie radosne, tryskały pozytywną energią co mnie totalnie zszokowało. Nie były zdołowane czy przybite, cieszyły się tym co mają. A jak na tutejsze warunki miały wiele, możliwość nauki, ubranie, buty. Jak na tutejsze warunki to bardzo wiele. Chłopcy zacznij bawić się z tymi dziećmi. Ja robiłam im zdjęcia. 









Robię zdjęcia. Przeglądałam te które zrobiłam, natrafiłam na 2 zdjęcia,  które poruszyły moim sercem. 




Po moim policzku pociekła łza. W tym momencie pojawił się przy mnie Niall. Nie wiem skąd on się koło mnie wziął tak szybko. 
- Ej Roxy,  co się dzieje? - Chłopak objął mnie ramieniem. Ja tylko pokazałam zdjęcie na aparacie odwróciłam. — Roxy nie ma co płakać. — Przytulił mnie.
- To co wy robicie dla tych dzieci. To że daliście im 2 000 000 £, to jest niesamowite. Wiesz jak wielu dzieciom pomożecie?
- Wiem dlatego zgodziłem się na to Bo myślę że im pomoc jest teraz najważniejsza. One nie potrzebują gadżetów tabletów, telefonów, one chcą zdrowia i chcą się uczyć co jest niesamowite. Przyzwyczailiśmy się do widoku dzieci które na samą myśl o szkole chcą uciekać, a tutaj jest inaczej, tutaj jest zupełnie odwrotnie.— Widziałam że w oczach Blondyna zbierają się łzy. Przytuliłam go.  Razem z dziećmi wyszliśmy na zewnątrz. Bawiliśmy się , gadaliśmy. Ja cały czas robilam zdjęcia.







środa, 29 października 2014

Rozdział 8 : " Wiem że jestem piękny ale aż tak żeby wpatrywać się we mnie? "

- Chłopie weź idź. Jesteś kompletnie pijany. - Usłyszałam głos Niallera i momentalnie pobiegłam do drzwi. Gdy zobaczyłam Martina kompletnie pijanego cofnęłam się parę kroków. 
- Roxy. Idź do pokoju. Proszę cię. - Niall trzymał chłopaka w drzwiach. 
- Nienawidzę cię! - Krzyknęłam. Martin wyrwał się wtedy Niallowi i rzucił się na mnie. Upadłam z hukiem na ziemię. Niall odrazu rzucił się na Martina i odciągnął go ode mnie. Po chwili wyrzucił go z domu. 
- Wszystko Okey? - Niall spojrzał na mnie z przejęciem. 
- Jest Okey. Ide się położyć. - Wstałam i chwiejnym poszłam do pokoju. Upadając uderzyłam się w głowę. Słabo mi. Doszłam w końcu do pokoju i delikatnie położyłam się na łożku. Wiedziałam, że Niall w końcu do mnie przyjdzie. Nie myliłam się, przyszedł dość szybko. 
- Przepraszam. - Powiedział cicho. 
- To nie twoja wina. To ja powinnam wcześniej zakączyć ten chory związek. - Niall uśmiechnął się i wyszedł. 

**** kilka dni później ****

Obudził mnie odgłos walizki. Usiadłam na łożku i Przeciągnęłam się. To Niall tukł się od rana. 
- Co tu robisz?! - Byłam troche wkurzona jako iż przerwał Mi mój sen. 
- Jak to co robię? Nie widać? Pakuje się.
- No to widać. Ale gdzie jedziesz? Nic mi nie mówiłeś. 
- Wyjeżdżamy do Ghany. O 11 mamy samolot, a ty jedziesz z nami.
- Miło że dopiero teraz mi to mówisz. — Nie stawiałam sprzeciwów od razu pobiegłam do Łazienki. Jak zwykle wzięłam prysznic i zrobiłam lekki makijaż. Długo zastanawiałam się w co ubrać aż w końcu zdecydowałam się na luźny strój. 
Wyszłam z Łazienki.
— Wow fajnie wyglądasz. - Uśmiechnął się Horan.
- Dzięki Miło mi ale teraz muszę się spakować. —  Odwzajemniłam uśmiech. Po 30 min byłam już spakowana. Na zegarku widniała godzina 09:15. Razem z Niallem Zeszłam na dół. Od razu skierowaliśmy się do kuchni. Tam był już Harry. 
- O jak miło Śpiochy już stały. — Zaśmiał się Harry.
- Kiedyś musiały. — Zaśmiał się Niall. 
- Za godzine trzeba wyjechać na lotnisko. Nie wiem czy reszta jeszcze śpi czy co nie robią. - Przewrócił oczami. Jak na zawołanie chłopcy weszli do kuchni.
— Co na śniadanie? — Zapytał Louis.
— To co sobie zrobisz. - Odpowiedział Hazza. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem a Lou zmierzył  nas wzrokiem mordercy. 


**** kilka godzin później ***

W Ghanie zawieźli nas do hotelu. Nie był on wypasiony, ale takich mi nie trzeba. Wszyscy udaliśmy się do swoich pokoi mi wypadło że byłam W Niallem. Horan jako gentelman zabrał moje walizki. Otworzyłam drzwi od pokoju. Pokój był całkiem ładny jak na tutejsze warunki. 
- Całkiem tu ładnie. — Uśmiechnął się Nialler.   
- No brzydko nie jest. — Zaśmiałam się. Zaczęliśmy rozpakować rzeczy. Po niecałej godzinie wszystko było już na swoim miejscu. Ze zmęczeniem opadłam na łóżko. Totalnie mi się nic nie chciało.
— Co będziemy dzisiaj robić? — Spojrzałam na Blondyna.
— Za jakieś półtorej godziny przyjeżdża po nas bus Jedziemy do szpitala.
— Jak to do szpitala?! — Spojrzał z przerażeniem na Irlandczyka.
—Przeznaczamy 2 000 000 £ na dzieci głodne i chore. — Spojrzał na mnie z powagą Niall. - Mamy zobaczyć jak to tutaj jest. Jak to wygląda. Ostrzegano  nas abyśmy tu nie przyjeżdżali bo widok jest straszny, ale my i tak chcieliśmy. Chcieliśmy zobaczyć jak to jest żyć w innym świecie. Świecie Bez tej całej elektroniki, a co najgorsze B zjedzenia bez lekarstw, czasem jak bez domu, dachu nad głową. — Widziałam smutek w oczach chłopaka. Wiem, że to co mówił, mówił na poważnie. - Czasami sobie myślę, co by było gdybym wtedy nie poszedł ten casting do X-Factora. Co by było gdybym nie był Sławny, gdybym nie był piosenkarzem. A oni co dnia myślą co by było gdybym miał dom, pracę, Dach nad Głową a przede wszystkim zdrowie. - Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam na łóżku tylko się niego wpatrując. Zamurowało mnie.
- Też tak mam. Ciągle użalanie się nad sobą, a inni nie mają tyle co mamy my a nie użalają się nad sobą. Nie myślą co by było gdyby tylko żyją tą chwilą, tu i teraz. A my cały czas zastanawiamy się co by było gdyby, a co jest teraz,  o tym już nikt nie pomyśli. - Niall delikatnie uśmiechnę się na mnie wyciągną swój telefon.
— Dobra to teraz mamy jakieś półtorej godzinki czasu wolnego więc ja wchodzę na twittera. — Uśmiechnął się słodko. 
-  Ja także wyciągnęłam telefon. sprawdzałam różne portale społecznościowe, strony internetowe. Wpadłam nawet na artykuł o imprezie na której całowała
 się z Niallem. To były tylko żarty...Tylko żarty. Sama nawet do końca nie wiem co do niego czuję...czy to po prostu przyjaźń? Czy może jednak coś więcej? Po dobrej godzinie szwendania się po Internecie odłożyłam telefon na szafkę. Siedziałam uparcie wpatrując się w Blondyna, wiedziałam  że on długo nie wytrzyma z moim wzrokiem utkwionym w niego. Nie myliłam się po 10 min spojrzał na mnie.
- Wiem że jestem piękny ale aż tak żeby wpatrywać się we mnie? — Zaśmiał się
— Słodki jesteś. — Wystawiłam chłopakowi język. 
— To wiem już od dawna. — Także wystawił mi język. W końcu musieliśmy już wyjść z pokoju. Na dole, na holu spotkaliśmy się zresztą chłopców, Wsiedliśmy do Busa i ruszyliśmy. 45 min Szofer oznajmił że jesteśmy na miejscu. To zobaczyłam przeraziło mnie, budynek z zewnątrz wygląda jak więzienie. Szary tynk, odpadające resztki farby, koszmar.  
W ciszy weszliśmy do środka, meneger chłopców zaprowadził nas do sali w której znajdowały się dzieci. Były to głównie dzieci do około 6 lat, małe, głodne i wychudzone. Leżały Na rękach swoich mam, lub na łóżkach, to nie był widok dla każdego, to był widok którego serce pęka, pęka się i Kruszy w sekundzie. 
Chłopcy rozeszli się w różne strony ja poszłam z Niallem. Podeszliśmy do kobiety z małym dzieckiem przytulonym do niej. Niall dotknął rączki dziecka. Spojrzał na mnie z przerażeniem, wiedziałam że go to boli, boli go ten widok. 




Horan został tam i rozmawiał z matką dziecka. Ja  postanowiłam że pójdę to innego z chłopców. Znalazłam Liama. Chłopak dziwnie  się zachowywał. Zza kąta przyglądał się matce płaczącej nad swoim dzieckiem. W oczach miał łzy, nie znałam chłopców od tej strony. 

Po cichu podszedł do chłopczyka leżącego na łóżku, i dotknął jego rączki.


Czułam, że moje oczy także wypełniają łzy.  Odwróciłam się i otarłam oczy ręką. Poczułam w dotyk czyjejś dłoni na moim ramieniu. Odwróciłam się, był to Liam. 
- W porządku? — Zapytał.
— Tak jest ok. - Uśmiechnęłam się blado. Postanawiam poszukać Lewisa. Szukam go po całej sali. Nigdzie mu nie mogłam go znaleźć. W końcu Gdynia niż sobie odpuścić, dostrzegłam Lou Siedzącego przy starszej pani z małym wychudzonym dzieckiem na kolanach. Podeszłam do nich i położyłam delikatnie Louisowi rękę na ramieniu. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie. Ja tylko blado się uśmiechnęłam. 
- Pani jest jego mamą? — Zapytał.
— Babcią. — Odpowiedziała kobieta. 
- A gdzie matka dziecka?
— Nie żyje. — Widać było, że Louis nie wiedział co powiedzieć. Odwrócił wzrok od kobiety i po prostu zamarł...

Chciałam poszukać Harrego. Nie musiałam długo szukać, po kilku minutach dostrzegłam gdzie jest. Podeszłam do niego. Nigdy jeszcze odkąd go znam nie widziałam go w takim stanie. Przekrwione oczy, łzy, płacz.


- Co się stało? — Zapytałam.
— Ten chłopczyk, chory jest...on jest chory na malarię. - Po jego policzkach pociekły łzy. Wiedziałam że nie chce abym widziala jak płacze więc szybko otarł łzy. Przytuliłam go. Wiedziałam że teraz tego potrzebuje...

--------

Siemka! Powracam! Po kilku dniach przerwy, w końcu mam Wenę! Postanowiłam, że w tym rozdziale poruszę temat, taki sam jaki poruszył chłopcy. Czyli Głodne,  Chore, pozbawiony domu lub rodziców dzieci. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał i będziecie komentować!

piątek, 24 października 2014

Rozdział 7: " Oddaj mi ją bo pożałujesz... "

Impreza trwała w najlepsze. Ja byłam już po kilku drinkach. Coś czuje, że jutro będzie niezły kac. 
- Roxy! Miał buć jeden drink! A ty się spiłaś w cholerę! - Krzczał Niall. 
- Niall daj spokój. Nie jest tak źle. - Chłopak Wzdychnął. 
- Jest 2 w nocy. Wracamy do domu?
- Nie. Świetna impreza. - Dałam chłopakowi buziaka. 
- Roxana. Ty jesteś totalnie spita. Wracamy do domu. - Chłopak pociągnął mnie za rękę. 
- Niee. - Przeciągnęłam. 
- To chociaż na spacer. Przewietrzysz się. 
- No ok. - Wyszłam z Niallem na zewnątrz. Spacerowaliśmy uliczkami. 
- Już ok?
- Tak. Już mi lepiej. - Wróciliśmy do klubu. 
- Jeszcze godzina i wracamy. Bo jutro. Nie wstaniesz. Zresztą, ja pewnie też nie. A o 14 mamy wywiad. 
- Okey. - Poszłam bawić się w najlepsze. 

**** godzine później ****

- Roxana. Idziemy. - Niall pociągnął mnie za rękę. 
- Niall! - Zachowywałam się jak mała dziewczyna. Byłam niźle spita. 

**** oczami Nialla ****

Roxana była totalnie pijana. Musiałem ją z tamtąd zabrać. Pociągnąłem dziewczynę za rękę i zaprowadziłem do busa stojącego przed klubem. 
- Wracamy do domu. - Szepnąłem do szofera widząc, że Roxy zasypia. Jechałem z blondynką z tyłu. Po kilkunastu minutach zasnęła. Nie wiem czy coś do niej czuje. Ale to nie jest normalne uczucie. To coś więcej, ale czy aż tak dużo? Nie jestem pewien. Po pol godzinie byliśmy w domu. Zaniosłem śpiącą dziewczynę do pokoju. Chłopcy pewnie wrócą nas ranem więc nie będe na nich czekał. Ściągnąłem blondynce szpilki i przykryłem kołdrą. Tak słodko spała, nie mogłem jej obudzić. Sam poszłem wziąść prysznic. Jednak nie chciało mi się spać. Leżałem na łożku i w ciemności przeglądałem Facabook'a. Dopiero po pewnym czasie zorientowałem się, że jest przed 5 i pasowałoby iść spać. Okryłem się kołdrą i mimowolnie zasnąłem. 

****następnego dnia, oczami Roxy****

Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Kompletnie nie wiem jak dostałam się do domu. Wstałam, poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, zrobiłam makijaż i ubrałam się w to: 


Zeszłam na dół. W kuchni stał jedynie Horan. 
- Cholernie mnie boli głowa. - Jęknęłam siadając przy stole. Irlandczyk wygrzebał jakieś tabletki i podał mi je razem ze szklanką wody.
- To na ból głowy. - Uśmiechnął się. Ja nie mogę. On nie ma kaca?! Taką ma głowę mocną?! O matko... Usłyszałam głośne walenie w drzwi. Kto to mógł być?
- Kto to? - Spojrzałam na Nialla. On był równie zdziwiony co ja. 
- Nie wiem. - Poszedł otworzyć drzwi. Usłyszałam kogoś kogo bałam się od dawna...
- Oddaj mi ją bo pożałujesz...- Uslyszlam znajomy głos...Nie...to nie może być on...


-------

Siemka! Kompletnie nie miałam pomysłu na tem rozdział, ale jakoß się go udało napisac. Komentujcie i do zobaczenia!




czwartek, 23 października 2014

Rozdział 6: " Wystarczy się pocałować a to nic trudnego. "

Udaliśmy się busem z przyciemnianymi szybami aż do klubu oddalonego około 30 minut od domu chłopców. Nie znałam ich długo a czułam się przy nich bardzo spokojnie. 
- Pamiętajcie panowie. Nie dajmy się sprowokować dziennikarzom. - Mówił Liam. 
- Jasne. - Odpowiedzieli huralnie. 
- Jesteśmy na miejscu. - Powiedział kierowca i otworzył elektryczne drzwi. 
- Nie przejmuj się. Jestem tu. - Szepnął mi Nialler do ucha po czym wysiadł i podał mi rękę abym ja tez mogła opuścić busa. Drzwi od auta zamknęły się. Z każdej strony robili nam zdjecia. Wołali na okrągło któregoś z chłopców. W końcu po 15 minutach mogliśmy spokojnie wejść do klubu. Nie było problemu jako, że wchodziłam jako osoba towarzysząca. W klubie odrazu uderzyła mnie fala gorąca. Poszłam do baru.
- Jakby ktoś cię zaczepiał to grzecznie odpowiadaj. To może być dziennikarz, ale jak ktoś będzie ci chamsko dogadywał. To tam jest ochroniarz. - Chłopak wskazał na wielkiego goryla w czarnym stroju stojącego pod ścianą. - Zgłoś mu to a on wywali typa z klubu. Jasne?
- Jasne. - Przytaknęłam. 
- Błagam cię. Nie pij dużo. Wogóle to ile ty masz lat?
- 17. - Szepnęłam mu na ucho. 
- To wogóle nie powinnaś pić. - Odpowiedział. 
- Niall. 
- No dobra ale nie dużo. - Niall podszedł do barmana i zamówił nam po drinku. - Kiedy będziesz mieć osiemnastkę? 
- Za 2 tygodnie. - Odpowiedziałam dosyć głośno aby pomimo bardzo głośnej muzyki chłopak mnie usłyszał. 
- No to się za dwa tygodnie zabawimy. - Zaczął się śmiać. 
- Oczywiście. - Uśmiechnęłam się. Barman podał nam drinki. Sięgnęłam po rurkę w tym samym czasie co Nialler i wtedy nasze ręce się spotkały. Zarumieniona spojrzałam na Nialla który tylko delikatnie się uśmiechnął. Zaczęliśmy pić drinka i gadać. Po kilku minutach podeszła do nas jakaś pani. Zapewne dziennikarka. 
- Cześć. Dobrze się bawicie? - Zapytała. 
- Tak. Jest spoko. - Odpowiedział Nialler. 
- A to wy parą jesteście? - Zapytała rozbawiona. 
- Nie.  - Wyprzedzilam odpowiedź Nialla. Ten tylko spojrzał na mnie ze zdziwieniem. 
- Przyjaciółmi. - Dodał ze smutkiem? Nie wiem co to było. 
- Jasne jasne. - Poklepała go po ramieniu dziennikarka i odeszła. Niall wyciągnął telefon. W jednej chwili oczy wyszły mu z orbit. 
- Patrz. - Pokazał mi telefon. Widniał na jakieś stronie artykuł:

PRZYSTOJNY NIALL HORAN SPOTYKA SIĘ Z MŁODĄ DZIEWCZYNĄ!

Na imprezie organizowanej przez wytwórnie Syco Music, Niall Horan pojawił się z dziewczyną! Czyżby to niwa ukochana gwiazdora? Wszystko na to wskazuje!

- Szybcy są. - Skomentowałam. Niall nie zdążył mi odpowiedzieć bo w jednej chwili podszedł do nas menager One Direction, Paul. 
- Powiecie mi do cholery co to jest?! - Wyciągnął telefon i pokazał na przed chwilą przeczytany przeze mnie i Niallera artykuł. 
- To oni sobie coś ubzdurali. My nie jesteśmy razem! - Powiedział podniesionym głosem Horan. 
- Skoro tak się wpakowaliście to teraz musicie udawać. Chociaz do końca imprezy. I nie ma żadnego ale. - Powiedział i odszedł. 
- Cudownie. - Skomentował Niall. 
- Eee może nie bedzie tak źle. - Uśmiechnęłam się. 
- Nie bedzie? - Spojrzał na mnie z większym zdziwieniem niż wcześniej. 
- Nie. Wystarczy się pocałować a to nic trudnego. - Cmoknęłam chłopaka  w policzek. Wytrzeszczył na mnie oczy. - Nie patrz się tak tylko chodź tańczyć. - Zaśmiałam się i Pociągnęłam Nialla na parkiet. Po 20 minutach tańca wróciliśmy do baru zmęczeni. 
- Świetnie tańczysz. - Uśmiechnął się Blondyn. 
- Dzięki. - Odwzajemniłam uśmiech. Niall zbliżył się do mnie. Czułam na sobie wzrok innych. 
- Mogę? - Szepnął. 
- Jasne. - I wtedy Irlandczyk mnie pocałował. Nigdy nie czułam wcześniej czegoś podobnego. Może się zakochałam? Ale to niemożliwe. Jestem z Martinem i nie mogę go zostawić. Przecież to było tylko dla mediów. 
- Chwilę poudajemy i będzie ok. - Widziałam zmartwienie na twarzy Horana. Czy ja też mu się podobam? Nie to nie możliwe...


-----------

Siemka! Z wielka pomocą Żyrafy. Przychodzę do was z kolejny już dzisiaj rozdziałem. Mój blog coraz bardziej się rozkręca jednakże musze jeszcze nad nim solidnie popracować. Zgłosić go do spisu. Zamówić nowy szablon i takie tam. Myśle ze wam sie podoba. Jesli tak to komentujcie. To naprawdę pomaga! Do zobaczenia!


Rozdział 5: " Przepraszam, że mówię ci to przez telefon, ale poszłabyś ze mną? "

Zeszłam nieśmiałe na dół. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać. 
- Potrzebujesz czegoś? - Zaczepił mnie chłopak w koszuli w kratę. - Jestem Liam. - Uśmiechnął się. 
- Miło mi. Nie niczego mi nie potrzeba. 
- Chodź z nami pooglądać telewizje. - Złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu. - Panowie. Roxana poogląda z nami. 
- Okey. - Odpowiedzieli równocześnie. 
- Nie wiem gdzie Horan znajduje takie ślicznotki. - Stwierdził Harry. Już mniej wiecej zapamiętuje ich imiona. 
- Co oglądacie? - Próbowałam zmienić temat. 
- Jakieś bzdury. - Podsumował Zayn. 
- Też lubie czasami pogapić się bez celu w ekran. - Zaśmiałam się. Przez kolejne 20 minut oglądałam z chłopakami telewizje. Niall długo nie wracał. Zaczynałam się martwić. Moje rozmyślenia przerwał huk dobiegający z holu. Razem z chłopakami pobiegliśmy w to miejsce. Zobaczyłam Nialla z rozciętą wargą. 
- Mój Boże Niall! Co się stało?! - Krzyczałam. 
- Stary. Kto cię tak załatwił. 
- Nikt. - Burknął Niebieskooki. Ominął nas i razem z walizką wszedł po schodach do góry. Odrazu pobiegłam za nim. Zamknęłam drzwi od pokoju. 
- Niall. To Martin tak?!
- Był u ciebie. 
- Cholera. Co się tam stało?!
- Zaczął mowić, żebym na ciebie uważał bo jesteś zwykłą szmatą. Nie wytrzymałem i uderzyłem go a on mi oddał. - Blondyn odwrócił wzrok. Nic nie odpowiedziałam tylko poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż wzięłam prysznic i przebrałam sie w piżamy. Wyszłam z łazienki. Po mnie wszedł Niall. Po 20 minutach siedzieliśmy oboje na łożku. 
- Jutro idziesz na policję i składasz na niego skargę. Rozumiesz? - Spojrzał na mnie całkiem poważnie. 
- Nie...
- Tak. Jak nie ty to ja to zrobię. On nie może się nad tobą znęcać. 
- Niall. Zostaw to. Proszę. 
- Nie. Nie zostawię tego tak. - Przytulił mnie. Przykryłam się kołdrą i w jednej chwili zasnęłam. 


**** następnego dnia ****

Obudziłam się. W domu już nikogo nie było. Wszyscy pojechali do studia. Była godzina 9:30. Wstałam i ruszyłam do łazienki. Zrobiłam poranną toaletę i postanowiłam, że ładnie się ubiorę. Tak dla siebie. Jest bardzo ciepło jak na Londyn więc ubiorę sukienkę i buty na obcasie. W koncu zdecydowałam się na to:


Wtedy zadzwonił mi telefon. Odrazu podbiegłam do stolika na którym leżał. Dzwonił Niall. 
- Halo?
- Roxy? Wszystko w porządku. 
- Tak. Wszystko jest dobrze. 
- To ok. Słuchaj dzwonię do ciebie bo menager powiedział nam, że dzisiaj o 20 jest jakaś impreza. Mają być na niej dziennikarze. Przepraszam, że mówię ci to przez telefon, ale poszłabyś ze mną?
- Nie ma sprawy. - Uśmiechnęłam się sama do siebie. 
- To fajnie. My będziemy w domu kolo 17. Trzymaj sie. 
- Pa. - Rozłączyłam się. Postanowiłam, że zadzwonię do Mii i wszystko jej opowiem...

**** wieczorem ****

Zaczęłam przygotowywać się do imprezy. Zresztą jak każdy w tym domu. Muszę pięknie wyglądać. Ubrałam się w to:


Zrobiłam mocny makijaż i dumnie wyszłam z łazienki. Niall był już ubrany. Miał na sobie to:


- Ślicznie wyglądasz. - Uśmiechnął się. 
- Dziękuje. Tylko ten opatrunek. - Wskazałam na wielki opatrunek na całej długości mojej lewej ręki. 
- Nie przejmuj się nim. Idziemy. - Wziął mnie za rękę i zeszliśmy po schodach na dół.  Zapowiada się ciekawy wieczór...


-----------

Noi kolejny rozdział. Nie wiem nie lubie pisac opisów. Haha powiem jedno. Usia, nie moge sie doczekać niedzieli <3 

środa, 22 października 2014

Rozdział 4: "Roxana. To wygląda tragicznie. Musi to zobaczyć lekarz."

Stał i patrzył się na mnie. Nie wiedziałam co mam robić. Uciekać czy nie. Odwróciłam się i pędem ruszyłam w kierunku drzwi. Jednak od był szybszy. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. 
- Gdzie uciekasz? - Zapytał przystawiając mi nóż do gardła. 
- Nie uciekam. - Szepnęłam wystraszona. Martin odłożył nóż. Zaczął całować. Nie chciałam. Wyrywałam się. 
- Zostaw mnie! - Krzyknęłam. Ale on nie przestawał. - Zostaw mnie bo zacznę krzyczeć. - Martin z powrotem złapał za nóż. 
- Dalej masz zamiar krzyczeć? - Przejechał mi po ręce ostrym nożem. Z ręki jak strumień zaczęła sączyć się krew. 
- Ałaaa! - Pisnęłam z bólu. 
- Prześpisz się ze mną a nic ci się nie stanie. 
- Nie! Nie zrobie tego! - Dalej Wyrywałam się. 
- Nie? - Po raz kolejny przejechał mi nożem po ręce. Nie mogłam wytrzymać tego bólu. Resztki siły włożyłam w to aby go kopnąć. Udało się. Trafiłam w czułe miejsce. Gdy Martin upadł na kolana ja z pośpiechem wybiegłam na zewnątrz. Nie wiem jakim cudem ale wpadłam na Bondyna. Spojrzałam na niego zdziwioną minę, Ominęłam go i pobiegłam dalej. 
- Roxy! Zaczekaj! - Horan pobiegł za mną. Dogonił mnie i przyciągnął do siebie. - Co się stało?! - Zapytał ze zmartwieniem a jednocześnie zdenerwowaniem. Podwinęłam rękaw bluzy aby pokazać mu rany. 
- Jasna cholera! - Krzyknął. - Chodź ze mną. - Pociągnął mnie za rękę. Chwile później byliśmy chyba u niego w domu. Zza ściany wyskoczyło 4 chłopaków. 
- Uuu Niall jaką ślicznotkę przyprowadziłeś. - Powiedział chłopak w bluzce w paski. 
- Nie teraz. - Burknął Nialler i pociągnął mnie za rękę do swojego pokoju. - Usiądź. - Wskazał na łóżko. 
Sam wygrzebał z szafy apteczkę i zaczął opatrzać moje rany. Wyłam z bólu. - Roxana. To wygląda tragicznie. Musi to zobaczyć lekarz. 
- Nie. 
- Nie ma nie. Jedziemy. - Wziął mnie na ręce i zniósł po schodach.
- A wy gdzie się wybieracie? - Zapytał chłopak z burzą loków na głowie. 
- Harry proszę cię. Nie teraz. - Harry. Wnioskuje, że tak miał on na imię. Niall zaniósł mnie do auta i pojechaliśmy. Po 10 minutach byliśmy w szpitalu. Niall zaprowadził mnie do środka. 
- Siadaj. Ja idę cie zarejestrować. - Wskazał na szpitalne krzesło a sam poszedł do recepcji. Po chwili wrócił. 
- Nie może tak dalej być. - Powiedział. - Narazie zamieszkasz u mnie. - Stwierdził. Zszkowała mnie jego decyzja...
- Nie chce wam się narzucać. 
- Nie narzucasz. Martwię się o ciebie. Ja jutro z chłopakami od 7 do 17 jestem w studiu więc w domu bedziesz sama ale nie martw się. Odrazu po pracy do ciebie przyjadę. 
- Niall. Nie trzeba. 
- Trzeba. - W tej chwili moje nazwisko wywołano. Zrobili mi opatrunek i wróciliśmy do Nialla. Weszliśmy do domu. 
- Chłopcy! Od dzisiaj Roxy z nami mieszka!
- Ulala Nialler. - Powiedział mulat. 
- Zayn. Błagam cie. Roxy. To jest Zayn, Liam, Louis a to Harry. - Wszyscy mi pomachali. 
- Miło mi was poznać. - Przytuliłam każdego. Niall zrobił herbatę. 
- Chłopcy. Zabieram ją wam. - Zaśmiał się. Razem z Niallerem udałam się z Horanem do jego pokoju. Niall postawił herbaty na stoliku. 
- Hmmm. - Zamyślił się. - Ty bedziesz spać na łożku a ja na podłodze. 
- Nie. Śpij na łożku. 
- Nie będzie ci to przeszkadzać?
- Nie. Jasne, że nie. 
- Słuchaj. Zaraz pojade po twoje rzeczy a ty tu zostań z chłopakami. Będe za chwile. 
- Uważaj na siebie. Martin może być w domu. 
- Nic się nie martw. Zaraz będe. Czuj się jak u siebie. - Uśmiechnął się i zniknął za drzwiami pokoju...


----------

Przychodzę do was z 4 rozdziałem! Mam nadzieje ze wam sie spodoba. 



wtorek, 21 października 2014

Rozdział 3: " Czas najwyższy poznać. "

- Zamierzasz dalej pozwalać na to aby cie bił?
- Ja nie umiem z nim zerwać. - Czułam, że moje oczy wypełniają łzy. 
- Ej. Nie płacz. - Uśmiechnął się pociesznie. 
- Ja się go boje. Ja się go tak cholernie boje. - Rozpłakałam się na dobre. Niall przytulił mnie. 
- Nie bój się. Pomogę ci. 
- Nie Niall. Nic nie zrobisz. - Wstałam gwałtownie i poszłam do siebie do pokoju zostawiając chłopaka samego. Weszłam do pokoju i usiadłam na łożku. Ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Niall wtedy wszedł do pokoju. 
- Roxy. Spokojnie. Nikt cię już nie skrzywdzi. - Przytulił mnie. 
- Niall. Nikt mi już nie pomoże. - Poszłam do łazienki. 


**** oczami Nialla ****

Nie wiem jak pomóc tej dziewczynie. Chciałbym donieść na tego gnoja na policję. Nie rozumiem jak można krzywdzić dziewczynę. Jak można ją tak bardzo krzywdzić. Kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłem wtedy w parku, coś mną ruszyło. Ona jest inna. Nie można tego nazwać chyba zakochaniem ale nie wiem co do niej czuje. Skończyłem swoje przemyślenia. Podszedłem do łazienkowych drzwi i zapukałem. Dziewczyna bez słowa przekręciła zamek w drzwiach i otworzyła je. 
- Chodź tu do mnie. - Rozłożyłem ręce. Zapłakana Blondynka wtuliła się we mnie. - Idź spać. Jest środek nocy. Zostanę z tobą. 
- Nie. Idź do domu. - Ruszyła do łóżka. 
- Nie. Zostanę. 
- Niall. 
- Nie Niall. Tylko zostanę. Dla twojego bezpieczeństwa. 
- Przecież ty mnie prawie nie znasz. 
- Czas najwyższy poznać. - Uśmiechnąłem się do niej. Ta odwzajemniła uśmiech i poszła soać. 

**** oczami Roxy ****

Niall nalegał więc pozwoliłam mu zostać. Co jak co ale przy nim czułam się w 100% bezpiecznie. Nie bałam się o nic...

**** następnego dnia rano ****

Obudziłam się. Blondyna już nie było. Podeszłam do biurka. Zobaczyłam leżąca na nim karteczkę z napisem:

TRZYMAJ SIĘ. BĘDE WIECZOREM. JAK COŚ TO DZWOŃ---> 84398571048 
                          NIALLER XX

Miło z jego strony, że dał mi swój numer. W tym momencie uśmiechnęłam się sama do siebie. Zabrałam rzeczy do ubrania i poszłam do łazienki. Zrobiłam poranną toaletę jak codzień i ubrałam się w to:

Lubię ubiarać się dziewczęco. Ale jeżeli mi się nie chce to nie. 
Zeszłam na dół i przygotowałam sobie śniadanie. W tej chwili zadzwonił mi telefon. Była to Mia. Odebrałam.
- Hej. 
- Roxy! Co się z tobą dzieje?!
- Wszystko jest w porządku. 
- Co z Martinem?! I kto był u ciebie w nocy?!
- Niall.  
- Jaki Niall?'
- Horan. 
- Taaa a u mnie Eminem. 
- Serio mówię. 
- Jasne. Masz ochotę dzisiaj na jakieś zakupy?
- W sumie tak. 
- Ok. Za chwilę będe u ciebie i pójdziemy. 
- Dobra. Do zobaczenia. 
- Pa. - Rozłączyła się. Zjadłam śniadanie. Akurat gdy wkładałam talerz do zmywarki do kuchni wkroczyła Mia. 
- Skarbie. - Przytuliła mnie. - Masz się mu postawić. - Stwierdziła, spoglądając na moją robitą głowę. 
- Nie moge. - Odwróciłam wzrok. 
- Musisz. Jak to Niall był u ciebie?!
- No był. Sama się zdziwiłam. Wieczorem też ma przyjechać. 
- Wieczorem to ja niestety nie mogę. Wyjeżdżam na dwa tygodnie z rodzicami i siostrą nad morze. - Posmutniała. 
- Mia. Dam sobię radę. 
- Napewno?
- Napewno. Nie mam 8 lat. 
- No ok. Idziemy?
- Idziemy. - Przytaknęłam z entuzjazmem i wyszłyśmy. Spacerkiem do galerii doszłyśmy w 20 minut. Po drodze opowiedziałam Mii wszystko to co wydarzyło się dzisiaj w nocy. Chodziłyśmy po galerii bez celu. Do czasu. W końcu zobaczyłam sukienkę która powaliła mnie na kolana. 
- Patrz! - Wskazałam palcem na cudowną kieckę założoną na manekina. Wyglądała ona tak:


- Śliczna jest! - Przytaknęła mi z radością Mia. - Idź przymierzyć! - Wzięłam odpowiedni rozmiar sukienki i poszłam do przymierzalni. 
- I jak? - Pokazałam się Mii obracając się.
- Pięknie. Musisz ją kupić. Ile ojciec zostawił ci kasy?
- Na zakupy 500£   
- O matko. Ja to mogę tylko o takiej kasie pomarzyć. 
- Eeeee tam. - Wzięłam sukienkę do koszyka. - Teraz to pomóż mi znaleźć jakieś odjazdowe buty. 
- Jasne. - Rozpoczęłyśmy poszukiwania. W końcu natknęłam się na prześliczne szpilki:  



- Patrz! 
- O mój Boże! Bierz je! - Wygrzebałam swój rozmiar i z nimi i sukienką pognałam do kasy. Zapłaciłam w sumie 100£. Po zakupach pożegnałam się z Mią i poszłam do siebie do domu. Zdziwiło mnie to bo drzwi były otwarte. Czyżbym zapomniała zamknąć? Poszłam do salonu. To co zobaczyłam sparaliżowało mnie. Był to Martin...Martin miał w ręce nóż...


-----------

Siemaaa!!! Nudzi mi się wiec pisze :p Żyrafa mnie prosiła to niech sie cieszy xd nie bede sie rozpisywać. Komentujcie poprostu. Paaa